WPROWADZENIE
Mało kto zna wyjątkowo interesującą, a nade wszystko intrygującą historię udomowienia indyków. Jest ona nie tylko zadziwiająca, ale także pełna smutnych sytuacji. Pokazuje tragiczne losy i zmagania zarówno tych, którzy je udomowili, jak i innych, dzięki którym ptaki te rozprzestrzeniły się po świecie.
Długo zastanawiałem się, czy warto łożyć trud na opracowanie historii indyków. Zdaję sobie bowiem sprawę, że nie każdy lubi czytać - powiem wprost - jakieś tam historyczne dyrdymały. Zwykle hodowcy pragną dowiedzieć się czegoś o chowie. Niektórzy nawet oczekują konkretnych przepisów hodowlanych, podobnych do receptur kucharskich np. weź tego, dodaj tamtego i będziesz miał indyka białego. Niemniej jednak nie wyobrażam sobie poważnego, żarliwego hodowcy, który nie znałby podstawowych informacji o pielęgnowanych przez siebie ptakach. W tym także zagadnień historycznych. Tym bardziej, że są one niespotykane i zachwycające.
Coraz częściej spotykam oferty sprzedaży dzikich indyków. Z tego, co się orientuję zawsze trafiają się nabywcy. Ale, czy nowi posiadacze tych wspaniałych ptaków wiedzą o nich coś więcej niż tylko czym je żywić? Nie sposób odgadnąć. Ale! By w jakiś sposób usprawiedliwić moje przypuszczenie, mogę jedynie zacytować jakże trafną myśl Lwa Tołstoja: "Wiedza daje pokorę wielkiemu, dziwi przeciętnego, nadyma małego". A więc, czy warto coś więcej wiedzieć o indykach? Jeśli ktoś odpowiedział: - tak, to proszę czytać dalej. Postaram się co nieco dorzucić do tej wiedzy.
W różnych krajach indyka nazywają rozmaicie. W USA wołają na niego gabbler z uwagi na głos, jaki samiec wydaje w okresie tokowania, zaś farmerzy mówią o nim wprost - Tom. W Anglii zwą go turkey - turecki, bowiem tradycjonaliści angielscy przez długi czas byli przekonani, że indyk pochodzi z jakichś nieznanych ziem tureckich. W Polsce nazywamy go pospolicie - indykiem, chociaż kiedyś popularne było określenie jendyk. Natomiast w nomenklaturze naukowej nadano mu nazwę - Meleagris gallopavo. Skąd taka nazwa rodzajowa (pierwszy człon)? A no właśnie, na cześć mitycznego Meleagera z Kalidonu.
Meleagerasowi, synowi króla kalidońskiego, sławę zapewniło niewielkie niedopatrzenie ojca: kiedy pewnego razu Ojneus świętował dożynki, złożył bogom dziękczynną ofiarę za urodzaj. Niestety, zapomniał o nadzwyczaj ważnej postaci
o bogini łowów Artemidzie, która obrażona, za karę zesłała na Kalidon ogromnego dzika. Niszczył on plony, przewracał drzewa, zabijał ludzi i bydło. Meleager postanowił go zabić. Nie sam. Poprosił o pomoc najsłynniejszych bohaterów, z którymi brał udział w wyprawie Argonautów. Na polowanie przybyła także Atlanta, będąca również znakomitą łowczynią. Długo trwało, gdy natrafili na ślady dzika, a jeszcze dłużej, nim go dogonili, dopadli i zabili. W tropieniu i pogoni za bestią wsławił się właśnie Meleager. I pewnie dlatego nazwano indyka meleagris. Kto ubił dzika do dziś nie wiadomo. Zresztą z tego powodu powstało kolejne zamieszania i wojna, ale te zdarzenia opisują inną mniej pochlebną cechę Meleagera. Pominę ją i pozostanę tylko przy tej opowieści. A jak trafiono na dzikie indyki?
ROK 10 n.e.
Na początku pierwszego tysiąclecia nowej ery, prawie 15 wieków przed odkryciem Nowego Świata przez Krzysztofa Kolumba, tubylcy jeszcze nie odkrytego kontynentu, zaczęli udomawiać wielkie, mięsiste ptaki z opalizującymi piórami, ze zwisającymi u nasady dzioba barwnymi przydatkami, z długimi mocnymi kończynami, niewspółmiernie małymi w stosunku do ich masy skrzydłami i śmiesznym głosem - gulgotaniem. Ptaki te poczęły odgrywać niebagatelną rolę w codziennym życiu azteckich społeczeństw. Smaczne mięso tych wyjątkowo spokojnych acz wielce płochliwych ptaków było jednym z ulubionych dań aborygenów. Na owe wielkie ptaki polowały głównie ... dzieci, bowiem żaden mężczyzna nie splamił honoru ubiciem tak pospolitej zdobyczy. Chyba tylko w obliczu głodu lub przymusu, o czym nieco dalej. Zabitego ptaka kobiety pokrywały mokrą gliną i zapiekały na węglach drzewnych, a następnie rozbiwszy skorupę zdejmowały ją razem z piórami. Kiedyś jadłem tak upieczonego indyka (nie patroszonego!). Pycha. Jeśli ptaki wcześniej skubano, to ich pióra wykorzystywano do różnych celów. Pęczki krótkich i miękkich piórek kobiety wplątywały w swą odzież, duże oraz jasne używano jako ozdoby w ceremoniach i obrzędach religijnych. Długimi i sztywnymi piórami ze skrzydeł także z ogona samca mężczyźni - myśliwi doskonalili sterowność swoich strzał. Natomiast z odpowiednio rozłupanych kości kończyn robiono wszelkiego rodzaju igły i szydła. Ludzie ci z pewnością żyli szczęśliwie, bowiem nie trapił ich głód, jako że niezliczone stada wielkich ptaków zapewniały im żywność. Do czasu!
ROK 1519
(...)
ROK 1565, A MOŻE 1621?
(...)
ROK 1920
(...)
PODGATUNKI - 5 albo 6
(...)
0,96; 30-35
Powrócę do wspomnianego we wstępie Meleagera, by porównać jego wyczyn z indyczymi. Indyk, podobnie jak mityczny Meleager, to znakomity biegacz, gdyż na ziemi potrafi poruszać się z prędkością 30-35km/h. Z jaką prędkością biegał pogromca dzika - nie wiem, ale pewnie miałby kłopoty z dogonieniem dzikiego indyka. Dzikie indyki również świetnie latają. Może nie są to imponujące przeloty, ale rekordowe jak na tak masywne ptaki. Bo przecież indyki w zależności od podgatunku osiągają masę 3-11 kg przy długości ciała 90-125 cm. Niewątpliwie indyczki są znacznie mniejsze i lżejsze. W przypadku zagrożenia dziki indyk potrafi pokonać dystans około 250 m, co ułatwiają mu znacznej rozpiętości skrzydła około 120-180 cm. Owszem, zanim poderwie się do lotu musi przebiec pewien odcinek. W trakcie przysłowiowej sekundy ptak potrafi wspiąć się prawie pionowo na wysokie drzewo. Zwinnością i szybkością lotu dziki indyk przewyższa przepiórki, bażanty i niektóre gatunki kaczek. Spośród dużych ptaków - co prawda - indyk nie jest wyjątkiem mogącym momentalnie wystartować do lotu. Co powoduje, że może to zrobić? Indyki mimo swych ogromnych rozmiarów dysponują skrzydłami o bardzo dużej "sile ciągu". Aby to udowodnić amerykański ornitolog E. L. Poole porównywał powierzchnię skrzydeł do masy ciała wielu gatunków ptaków. Przyjmując stosunek 1:3 (powierzchnia skrzydeł do masy ciała) określił gatunki o najwyższej "sile ciągu". Uzyskane przez niego wyliczenia i rezultaty mogą zaskoczyć każdego. Otóż "siła ciągu" bernikli białolicej wynosi 0,50, łabędzia 0,59, kaczek (średnia) 0,77, natomiast dzikiego indyka
niewiarygodne 0,96. Teraz już wiadomo skąd te potężne mięśnie piersiowe u udomowionych indyków.
PODSUMOWANIE
(...)
Tekst:
dr Marek Łabaj
cały artykuł jest opublikowany w najnowszym, marcowym wydaniu f&f, nr 03/2010 (134)
STRONA GŁÓWNA