darewit Inkubatory do jaj animar terrarystyka Poid?a, karmid?a, inkubatory, siatki
(zwierz?ta, og?oszenia)
Og?oszenia, zwierz?ta,

Czerwiec 2009





kura

Kochin miniaturowy

Prawie wszystkie źródła zgodnie podają, że pierwsze kochiny miniaturowe trafiły do Anglii w 1860 roku, jako zwyczajowy dar żołnierzy korpusu ekspedycyjnego dla królowej Wiktorii. Kurki te, znaleziono w letnim pałacu cesarskim po zdobyciu Pekinu.


Te prześliczne pierzaste stworzenia z całą pewnością pochodzą z dalekich i nadal nieco egzotycznych Chin - kolebki jednej z najstarszych cywilizacji świata. Pomimo, że tematem niniejszego opisu są kochinki miniaturowe to nie sposób jest pominąć kochinów olbrzymich pochodzących z tego samego kręgu kulturowego. Kochiny olbrzymie jako pierwsze sprowadzone zostały na kontynent europejski, a ich nazwa od początku budziła pewne kontrowersje. Pierwotnie nazywane były SHANGAE lub SHANGHAI (Szanghaj), nieco później nazywano je COCHIN CHIN, a w 1900 roku ustalono nazwę na COCHIN. Natomiast kochinki miniaturowe do 1860 roku, trzymane były tylko w hodowli pałacowej jako kury cesarskie. Pochodzenie nazwy być może związane jest z indyjskim miastem portowym o nazwie Kochi (dawn. Cochin), który na mocy porozumień holendersko-brytyjskich w 1814 roku przeszedł pod panowanie angielskie. W tym czasie był to bardzo ważny i znany port handlowy traktowany jako baza wypadowa państw kolonialnych do dalekiej Azji. Nie można też wykluczyć, że nazwa tych kur wywodzi się od starej historycznej krainy, leżącej na półwyspie indochińskim w delcie Mekongu i noszącej dawniej nazwę Cochin Chiny. Obecnie region ten należy do Wietnamu. Historia tej urokliwej rasy nierozerwalnie związana jest z ekspansją kolonialną imperium brytyjskiego.
Wśród miłośników drobiu, rasa ta budziła duże zainteresowanie ze względu na swój majestatyczny wygląd, niezwykle ufne usposobienie i użytkowość. Kurki te swoim wyglądem dość radykalnie różniły się od znanych wówczas ras drobiu i to było jedną z głównych przyczyn ich popularności. Według zgodnej opinii znawców tematu, kochiny bez względu na etymologię nazwy, na pewno pochodzą z Chin.
W historii rasy opublikowanej na stronie internetowej angielskiego Cochin Clubu, znajduje się informacja, że w 1843 roku przywieziono z Azji i podarowano, królowej Wiktorii 5 kur i 2 koguty o nazwie Shanghai.
kura Prawdopodobnie były to kury wyglądem podobne do kochinów olbrzymów. Niestety nic nie wiemy o szczegółowym wyglądzie, barwie i dalszych losach tych kur. Datę tę można przyjąć jako początek hodowli kochinów olbrzymich w Europie i właśnie z tymi kurami wiązały się kontrowersje dotyczące początkowej nazwy rasy. Jednak zaznaczyć trzeba, że kochiny olbrzymie i kochiny miniaturowe, pomimo zewnętrznego podobieństwa mają zupełnie różne pochodzenie. Dla informacji podaję, że angielski Cochin Club założony został w 1902 roku.
Prawie wszystkie źródła zgodnie podają, że pierwsze kochiny miniaturowe trafiły do Anglii w 1860 roku, jako zwyczajowy dar żołnierzy korpusu ekspedycyjnego dla królowej Wiktorii. Kurki te, znaleziono w letnim pałacu cesarskim po zdobyciu Pekinu przez połączone siły angielsko- francuskie. Nadzwyczajna uroda i spokojny temperament tych kurek urzekły oficerów angielskich, którzy postanowili to piejące i gdaczące cudo podarować swojej królowej.
Przypomnę tylko, że Pekin zdobyty został 7 października 1860 roku i jest to niepodważalny fakt historyczny. Moje wątpliwości budzi natomiast wyjątkowo szybkie dostarczenie w tym samym roku, z odległego Pekinu do Londynu, tej niecodziennej przesyłki. Najszybsze żaglowce ówczesnego świata, uczestniczące w słynnych "regatach herbacianych", pokonywały nieco krótszy dystans (Szanghaj - Londyn) w czasie od 93 do 120 dni. Nie jestem wstanie wyjaśnić w jakim czasie ten olbrzymi dystans pokonali angielscy marynarze. Jednak bezspornym faktem jest, że te "pałacowe pierzaste klejnoty", zdobyte w Pekinie, dotarły do królewskiego pałacu w Londynie. I tam też zaczęła się ich europejska i światowa kariera.
Po raz pierwszy kurki te oficjalnie pokazano w Londynie, na wystawie zorganizowanej w 1863 roku w słynnym "Crystal Palace', a wystawiono je pod nazwą „Pekin-bantam”. Obecnie rasa ta w krajach anglojęzycznych występuje pod nazwą Pekin bantam oraz Cochin miniature. Pierwszą klubową wystawę tej rasy, pod nazwą "Pekin Club Show", zorganizowano w Anglii w dniach 23-24 października 1901 roku. Sprawozdanie z tej imprezy zamieszczone zostało w specjalistycznym wydawnictwie "Poultry magazine" (01.11.1901).
Te sympatyczne kurki w większości krajów noszą nazwę; cochin, natomiast w języku duńskim i szwedzkim kochin, w języku włoskim cocincina nana, w języku hiszpańskim; cochinchina, niemieckim zwerg cochin.
Nowa rasa dość szybko zyskiwała kolejnych miłośników, co miało bezpośrednie przełożenie na wysokie ceny sprowadzanego materiału hodowlanego. I z tego też powodu w pierwszych latach po sprowadzeniu tych kurek do Europy, były one dostępne tylko dla zamożnych pasjonatów. Hodowla kochinów miniaturowych na wyspach brytyjskich stoi na bardzo wysokim poziomie.
Kolejnym krajem, w którym hodowla kochinów miniaturowych doprowadzona została do perfekcji są Niemcy. Jednak początki nie były łatwe. Pierwszą parę żółtych kochinów miniaturowych zakupił w Anglii w 1886 roku Max Richard Liepsch z Drezna, za zawrotną wówczas sumę 1 200 marek. Parkę tą zaprezentowano na wystawie w Lipsku, jako kury pochodzące z hodowli angielskiej. Pomimo późniejszych perypetii hodowlanych datę tę można przyjąć jako początek hodowli kochinów w Niemczech. Jednak dopiero w dniu 12 stycznia 1929 roku powstał w Niemczech klub hodowców o nazwie "Zwerg cochin gegr,1929". Obecnie stowarzyszenie to nosi nazwę "Internationalen Sondervereins zur Erhaltung der Zwerg-Cochin gegr.1929". Kochiny miniaturowe hodowane w Niemczech to bezsprzecznie światowa czołówka, stąd właśnie polscy hodowcy sprowadzają wysokiej klasy materiał hodowlany. Wzorzec niemiecki uznaje obecnie ponad dwadzieścia odmian barwnych tej rasy.


(...)

Kochin w hodowli
(...)

Opis rasy
(...)



Tekst i zdjęcia:
Zbigniew Gilarski




cały artykuł jest opublikowany w najnowszym wydaniu f&f, nr 06/2009 (125)










Kamerunowrzosówka

Kamerunowrzosówka



owca na niepogodę

Wiosną, gdy nastają cieplejsze dni, niektórym mieszkańcom Wrocławskiego ZOO robi się gorąco. Są to zwierzęta, które człowiek w wyniku celowej hodowli wyposażył w obfitą okrywę wełnistą. Teraz tym zwierzętom należy pomóc. W ZOO strzyżone są co roku o tej porze owce wrzosówki i świniarki, kozy angorskie i owce św. Jakuba. Raz na dwa lata strzyżone są alpaki. Obecnie, gdy wełna nie odgrywa już tak dużej roli w przemyśle odzieżowym, nie ma większego zapotrzebowania na krajową wełnę owczą. Stąd spadek pogłowia hodowanych owiec. Ta tendencja nie dotyczy tylko Polski. Jednak w świecie wzrasta zainteresowanie hodowlą owiec - głównie ras mięsnych - i aby uniknąć pracochłonnej i kłopotliwej strzyży, propaguje się hodowlę owiec ras szerstnych.


Co to są owce szerstne?
Wspólną cechą tych owiec jest to, że ich okrywa włosowa składa sie z liniejących okresowo włosów szerstnych, czyli krótkich (1-3 cm) grubych włosów niemających właściwości przędnych. Około 10% światowej populacji owiec, czyli ok. 100 mln stanowią właśnie owce szerstne. Są one hodowane głównie w rejonach tropikalnych i subtropikalnych. W niektórych okolicach stanowią od 60% do 95% miejscowej populacji owiec. Ostatnio najszybszy wzrost hodowli owiec szerstnych odnotowuje się w Chinach, Indiach i krajach afrykańskich. Najbardziej znane rasy to: barbados czarnobrzuchy, owca kameruńska i owca somalijska. Jako zaletę hodowli tych ras podaje się niedużą masę (20-60 kg). Stąd otrzymuje się nieduże, ok. 15 kg tuszki, poszukiwane na rynkach etnicznych. Warto pamiętać, że w krajach Europy Zachodniej i w wielu stanach USA jest już też pokaźny procent ludności z krajów orientalnych. Podkreśla się bardzo korzystny skład kwasów tłuszczowych w mięsie tych owiec, przez co nie wyczuwa sie w nim specyficznego zapachu, tak charakterystycznego dla owiec ras wełnistych.
Kamerunowrzosówka Owce ras szerstnych nie podlegają fotoperiodyzmowi tak silnie, jak owce wełniste. Mają one wydłużony sezon rozrodczy i krótkie okresy międzyciążowe, co pozwala na dwa wykoty w ciągu roku. Jagnięta są bardzo żywotne i szybko dojrzewają. Owce szerstne są ekonomiczne w utrzymaniu: nie wymagają drogiego żywienia, nie wymagają kosztownych zabiegów (strzyża, korekcja racic), są mało podatne na pasożyty wewnętrzne i zewnętrzne. Nawet w krajach o wyższej kulturze rolnej dąży się obecnie do uproszczenia systemów hodowli i zminimalizowania nakładu ludzkiej pracy. Owce szerstne doskonale radzą sobie w środowiskach ubogich w paszę i niewykorzystywanych rolniczo w inny sposób.
Na zachodzie Europy powstało stowarzyszenie NOLANA, obejmujące swym zasięgiem Niemcy, Francję, Hiszpanię i Anglię. Zajmuje się ono propagowaniem hodowli owiec szerstnych w Europie. Do niedawna w Europie hodowano tylko jedną rodzimą rasę owiec szerstnych, czyli owce mięsne angielskiej rasy wiltshire horn. Zwierzęta te wymagają jednak bardzo dobrego żywienia i warunków utrzymania. Są to owce masywne; tryki osiągają masę 120kg, a owce ok. 70kg. Nie nadają się one do hodowli w trudniejszych warunkach, np. w naszym klimacie, w systemie otwartym. W krajach wysokorozwiniętych, o klimacie umiarkowanym (USA, Niemcy) pracuje się nad wytworzeniem ras złożonych (czyli inaczej syntetycznych) na bazie owiec ras mięsnych i owiec szerstnych. Najbardziej znane z nich to owce dorper, powstałe z południowoafrykańskiej owcy mięsnej rasy dorset i owcy szerstnej - czarnogłówki perskiej oraz owca katahdin powstała w wyniku połączenia owiec mięsnych rasy suffolk z owcą szerstną rasy St. Croix. Są to jednak owce duże (masa ubojowa 40kg), wymagające lepszego żywienia i pomieszczeń.


Co to jest kamerunowrzosówka?

(...)




Dr inż. Mirosław Piasecki
Główny Specjalista ds. Hodowli Miejski Ogród Zoologiczny we Wrocławiu




cały artykuł jest opublikowany w najnowszym wydaniu f&f, nr 06/2009 (125)

cały artykuł jest opublikowany w najnowszym wydaniu f&f, nr 05/2009 (124)









królik

Lwi (brodaty) królik




Wprowadzenie

Gdy w 2006 roku spojrzałem na okładkę lutowego numeru czeskiego czasopisma Chovatel zauroczył mnie przedziwnie obrośnięty królik. A cóż to za stwór? Skrzyżowanie królika z kozą? Dosłownie tak wyglądał. Czym prędzej odszukałem tekst o nim. Artykuł był niewielki, więc przeczytałem go prawie jednym tchem. Muszę mieć takie króliki - to refleksja po lekturze. I zaczęły się poszukiwania. Na szczęście w artykule podana była strona www. Wszedłem na nią. Niemieccy hodowcy opisywali odtwarzanie dość starej francusko - belgijskiej rasy królików, którą we Francji nazywano lwim królikiem (le lapin-lion), a w Niemczech - belgijskim królikiem brodatym (Belgische Bartkaninchen).


Historia

Królik brodaty znany był od dawien dawna, chociaż dokładnej daty i miejsca powstania rasy nie da się dzisiaj ustalić. Niestety jego hodowla upadła z jakichś dziś bliżej nie znanych powodów. O lwim króliku wspominają różne źródła zarówno francuskie jak i belgijskie. Z nielicznych zapisków można się dowiedzieć, że w 1956 roku, gdy zaczęto wprowadzać hamulce tarczowe i tranzystorowe komputery w USA, przypadkowo gdzieś na opuszczonej farmie w Belgii odkryto fantazyjnie owłosione króliki, które nawet osobliwie nazwano piżmoszczurami. Być może dwa króliki, które stamtąd pozyskano, dały początek obecnej populacji królików brodatych. Minęło 5 lat, jest 1961 rok. Rosjanie wysyłają w kosmos człowieka, a na zorganizowanej w Gandawie (Belgia) wystawie po raz pierwszy pokazane zostały króliki brodate. Zachwycały ...lecz z jakichś powodów nie zachęcały do hodowli. Zaledwie kilka sztuk nabyło parę ogrodów zoologicznych, jako ciekawostki dla zwiedzających. Ale i tam po latach te przedziwnie owłosione kurioza powoli zanikały w wyniku hodowli w bliskim pokrewieństwie. W 1980 r. coś drgnęło. Zaczęli interesować się tymi królikami hodowcy. Najwyższy czas, bowiem na niebie Stanów Zjednoczonych A. Pn. zaczął już krążyć nierozpoznawalny samolot bojowy. Natomiast królików brodatych zostało w Europie tylko kilkadziesiąt sztuk. Przez następne 10 lat ich hodowla prowadzona była ad hoc , czyli bez wyraźnego celu. I na początku lat 90 okazało się, że rasa ta praktycznie zaginęła. Odszukano raptem kilka egzemplarzy u wytrwałego belgijskiego hodowcy. W 1992 roku wyprodukowano w USA helikoptery bez rotora ogonowego, a Jurgen Gunterschulz przywiózł do Niemiec dwie pary hodowlane brodaczy z celem uchronienia tej rasy przed zanikiem. Ale dopiero w 2004 r. w Niemczech opracowano specjalny program odtworzenia i utrzymanie belgijskich brodaczy. I udało się. Dzięki temu programowi królików tej rasy jest obecnie sporo. W ubiegłym roku podczas wystawy drobiu w Hanowerze zorganizowano ich pokaz promocyjny, na którym pokazano kilkanaście zwierząt. Miałem okazję porównać moje brodacze z prezentowanymi.


Skąd moje lwie króliki?

Zdjęcia z czeskiego czasopisma zeskanowałem i przesłałem przyjacielowi, Gabrielowi Zawadzkiemu z prośbą o uwagi. A tak szczerze, to chciałem wysondować, czy byłby zainteresowany hodowlą lwich królików. Gdy po jakimś czasie spotkaliśmy się, powróciłem w rozmowie do królików. Tak, jak przypuszczałem Gabriel - tylko przez grzeczność – interesował się tą rasą. Miał bowiem i nadal hoduje piękne króliki rasy srokacz niemiecki i baran francuski (madagaskarowy, czerwony, srokaty). Gdy debatowaliśmy o tych brodaczach do dyskusji włączył się p. Jerzy Zawadzki, ojciec Gabriela. I... o dziwo, zaczął żywo interesować się królikami brodatymi. To niezwykle uczynny i spolegliwy człowiek, posiadający rzadki dar ciekawego opowiadania na niemal wszystkie tematy. Z przyjemnością słucham, gdy rozprawia o pszczołach, historii okolicy, dawnej swej pracy etc.
Nie minęło kilka dni i telefonuje do mnie Gabriel: - Tata rozmawiał z p. Hermannem Bóhmem o królikach. Są do odebrania po15 Euro za sztukę. Wymienił miejscowość, leżącą gdzieś nad Morzem Północnym. Pan Zawadzki, znający perfekt niemiecki, zatelefonował do prezesa niemieckiego klubu hodowców królików brodatych, a ten słysząc jak wielkie zainteresowanie wzbudzają te króliki, zaproponował cenę najniższą z możliwych. Pomyślałem: - Trzeba szykować się do drogi. Lecz kilka dni później wydarzyło się coś zadziwiającego. W owym czasie hodowałem olbrzymy belgijskie i powiem nieskromnie- były to olbrzymy. Zobaczył je znajomy i zaproponował interesującą ... dla mojej żony wymianę, która króliki widzi tylko w kuchni, a ściślej w piekarniku. On da mi trzy tuszki swoich królików za jednego, oczywiście, żywego mojego belga. Zgoda. Po transakcji zaprosił mnie, bym obejrzał jego zwierzęta. Zobaczyłam coś, czego nie powinienem w tym miejscu i czasie widzieć. Wśród dość pokaźnej gromady królików były dwie samiczki co nieco przypominające brodate króliki. Sacrablue! – zakląłby szpetnie po francusku Książe Pan z bajek „O rozbójniku Rumcajsie”. Ja tylko powiedziałem - to niemożliwe!
W mgnieniu oka sytuacja diametralnie się odwróciła. Teraz ja zacząłem pertraktacje. - Kupię od pana jedną z tych oto samiczek. - Nie ma sprawy. Odpowiedział. Sąsiad był gotów oddać te królice za darmo. Jednakże zaproponowałem wyminę fifty - fifty. Chciał za jednego belga dać obie samice, lecz wyjaśniłem mu, jak cenne są te dwa króliki. Dla niego, podejrzewam, króliki te miały tę samą wartość, co dla mojej żony. Tylko jako smakowite danie.
Zabrałem srebrzystą samicę do domu i już w czasie drogi snułem twórcze plany hodowlane. Zastanowiwszy się nieco doszedłem do wniosku, że niewiele wiem o lwim króliku. Tak naprawdę widziałem go tylko na kilku fotografiach, zamieszczonych we wspomnianym czasopiśmie. Coś więcej na jego temat muszę znaleźć i prawdopodobnie nie będę miał z tym kłopotu, skoro już w XIII w. na uniwersytecie w Bolonii Piotr Crescencius jako pierwszy w historii wykładał hodowlę królików. I znalazłem.


Opis
(...)

Trzecie pokolenie
(...)

Zakończenie
(...)




Tekst i zdjęcia:
Dr Marek Łabaj




cały artykuł jest opublikowany w najnowszym wydaniu f&f, nr 06/2009 (125)








ryba, pielęgnica,

Pielęgnice z czarnego lądu

W niniejszym artykule chciałbym przybliżyć kilka ciekawych gatunków ryb akwariowych, innych niż mieszkańcy wielkich jezior afrykańskich (pyszczaki, księżniczki, naskalniki, muszlowce itp.). Przy zapewnieniu im właściwych warunków środowiskowych chętnie rozmnażają się w niewoli, a widok gromadki narybku jest niezapomnianym widokiem, cieszącym każdego hodowcę.


BARWNIAKI

Barwniak czerwonobrzuchy
(Pelvicachromis pulcher)


Ryby te lubią akwaria, w których bardzo duży nacisk kładzie się na maksymalne utrzymanie w nich czystości. Na bieżąco powinny być zatem usuwane wszelkie resztki organiczne (roślinne, pokarmowe czy odchody) oraz systematycznie dokonywane podmiany wody na świeżą (raz w tygodniu około 10-20 %). Zastosowany system filtracyjny musi gwarantować przejrzystość i dobre natlenienie wody. Bardzo ważne jest odpowiednie wyposażenie akwarium w rozmaite kryjówki (doniczki, łupiny orzecha kokosowego, korzenie, groty itp.), które ryby obierają sobie za ostoje i rozmnażają się w nich. Ze względu na to, iż barwniaki nie niszczą roślin można obsadzić zbiornik kępami szerokolistnych żabienic czy kryptokoryn, które miejscami tworzą, preferowane przez ryby, miejsca zacienione. Do chowu barwniaków wystarcza woda średnio twarda, zawsze jednak dobrze przefiltrowana i natleniona. Preferują pH w zakresie od 6,5 do 7,5. Z uwagi na to, że jest to gatunek dość ciepłolubny temperatura wody powinna oscylować wokół 25-26oC. Wystawienie zbiornika przez kilka godzin dziennie na działanie promieni słonecznych wywiera korzystny wpływ na zdrowie i samopoczucie ryb. Żywienie ich nie nastręcza żadnych problemów. Barwniaki jedzą każdy rodzaj pokarmu, ale szczególnie preferują żywy, w tym szklarki, kawałkowane robaki kompostowe, wazonkowce, rureczniki, ochotki itp. Bardzo wskazane jest podawanie od czasu do czasu także pokarmu roślinnego.
Najłatwiej i najpewniej samca od samicy można odróżnić po długości i zakończeniach płetwy grzbietowej i odbytowej. U mleczaka są one dłuższe i ostro zakończone, u ikrzycy zaś krótsze i mniej lub bardziej zaokrąglone (zwłaszcza płetwa odbytowa). Samica ponadto jest zwykle mniejsza (około 6 cm) niż samiec (8-10 cm) i, co rzadko się zdarza u ryb, również intensywniej ubarwiona (szczególnie rzuca się w oczy ciemnowiśniowa plama na brzuchu).
Jednym z najważniejszych czynników gwarantujących sukcesy w rozmnażaniu tego gatunku jest odpowiednie dobranie się pary hodowlanej. Najlepiej, gdy połączy się ona samoistnie spośród gromadki wspólnie dorastających, młodych ryb. Takie sympatyzujące ze sobą osobniki należy oddzielić od reszty i dalej utrzymywać oddzielnie. Wystarcza 50 l zbiornik tarliskowy ustawiony w miejscu nieco ocienionym i zawsze bezwzględnie spokojnym. Jako podłoża można użyć ok. 3 cm warstwy wyparzonego drobnego żwirku lub grubszego piasku o ciemnym odcieniu. Do zbiornika wkładamy ustawioną do góry dnem glinianą doniczkę z wyszczerbionymi bokami (na tyle dużymi, aby ryby mogły swobodnie przez nie przepływać). Doniczka może być także przewrócona na bok. Woda powinna być średnio twarda (12-14on), której temperaturę podnosimy do 27oC. Samica składa brązowawą ikrę partiami na litej powierzchni, np. na wewnętrznej ścianie doniczki lub groty, płaskim kamieniu postawionym na sztorc lub pod kątem itp. Po każdym akcie tarła jaja zapładniane są przez samca. Ikrzyca sprawuje bezpośrednią opiekę nad ikrą - wachluje intensywnie płetwami powodując w ten sposób napływ świeżej, bogatszej w tlen wody oraz zjada pleśniejące ziarna. Mleczak w tym czasie strzeże zwykle wejścia do kryjówki atakując z furią każdego intruza. Niekiedy, zwłaszcza młode, odbywające tarło po raz pierwszy ryby stają się niespokojne i nadpobudliwe do tego stopnia, że ustawicznie wpływają i wypływają z kryjówki, a potem, bezustannie nieomal, przenoszą larwy i narybek w coraz to inne miejsca. W okresie rozrodczym należy zawsze zapewnić tarlakom maksymalny spokój. Gdy ryby nie są płoszone zwykle wyprowadzają młode z kryjówki już dość podrośnięte. Najczęściej jednak przed wylęgnięciem się larw rodzice kopią dołek w podłożu, do którego je następnie przenoszą. Bywa, że kopią kilka dołków i co jakiś czas przenoszą larwy z jednego miejsca na drugie.
Z jednego tarła otrzymuje się zwykle od kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu młodych (rzadko powyżej 150 szt.). Larwy wylęgają się po około 3 dobach. Przez kolejne 6-7 dni resorbują zawartość woreczków żółtkowych. Narybek jest koloru żółtawego z ciemnymi plamkami na ciele. Takie ubarwienie doskonale chroni je w czasie zagrożenia. Nieruchomiejąc przy dnie stają się prawie niewidoczne na jego tle. Dopiero na widok któregoś z rodziców młode podrywają się do pływania i zbite w gromadkę płyną (początkowo skokami) blisko niego. Rozpoczęcie swobodnego pływania przez narybek jest nieomylnym sygnałem dla hodowcy do rozpoczęcia jego karmienia. Pokarm podajemy kilkakrotnie w ciągu dnia, gdyż młode barwniaki są bardzo żarłoczne. Podstawą żywienia powinna być karma żywa w postaci najdrobniejszych oczlików i rozwielitek, siekanych lub roztartych na szkle rureczników oraz nicieni 'mikro". Można także z powodzeniem skarmiać larwami solowca. Pokarm gotowy, odpowiednio rozdrobniony służy raczej, jako uzupełnienie diety. Młode mogą pozostać we wspólnym zbiorniku z rodzicami nawet przez kilka miesięcy. Lepiej jest jednak odłowić osobniki dorosłe, gdy narybek się już całkowicie usamodzielni i rozpłynie po całym zbiorniku (tj. po około miesiącu od wylęgu). Bardzo ważne w jego wychowie są regularne podmiany wody, gdyż nagromadzenie w niej produktów przemiany materii doprowadza do śnięć.


Barwniak kratkowany
Pelmatochromis subocellatus

W latach 80. był akwarystycznym rarytasem. Najbardziej znana i najłatwiejsza w hodowli jest odmiana Matadi. Hodowla podobna jak u P. pulcher. Podobnie jak on nie wymaga specjalnej jakości wody - wystarcza pH 6,5-7,5, temperatura 25-26oC i twardość całkowita do 15on.


Barwniak szmaragdowy
Pelmatochromis taeniatus

W naturze dorasta do 9 cm (samiec) i zasiedla wody Nigerii i Kamerunu, gdzie występuje wiele lokalnych odmian barwnych (duża zmienność genetyczna). Akwarystom znane są szczególnie trzy z nich: Nigeria żółta, Nigeria czerwona i Calabar. Do rozrodu pożądane jest pH 5,2-5,5 oraz twardość całkowita poniżej 5on. Liczba młodych z jednego tarła to około sto kilkadziesiąt sztuk. Ryba bardzo płochliwa, zwłaszcza utrzymywana w akwariach jednogatunkowych.


Barwniak pięcioplamy
Thysia ansorgei

W naturze spotyka się go najczęściej w wodach słodkich i słonawych (morskie wody przybrzeżne) Nigerii, Liberii, Ghany i Wybrzeża Kości Słoniowej. Dorasta do 10-13 cm. Chów i hodowla podobne, jak w przypadku P. pulcher. Wskazany jest jednak dodatek soli kuchennej. Ryba agresywna - najlepiej utrzymywać razem tylko dobraną parę. Samica składa jasnobrązowe jaja w ilości 100-150 sztuk w jakiejś kryjówce, wpływając do niej do góry brzuchem. Czasami jednak ikra składana jest na roślinach. Narybek wymaga krystalicznie czystej wody i jest bardzo wrażliwy na jej chemiczne zanieczyszczenia.


Barwniak Thomasa
Pelmatochromis thomasi
(...)

Barwniak Gunthera
Chromidotilapia guntheri
(...)

Barwniak Kingsleja
Pelmatochromis kingsleya
(...)


CZERWIENIAKI

Czerwieniak dwuplamy
Hemichromis bimaculatus
(...)


GĘBACZE

Gębacz wielobarwny
Pseudocrenilabrus multicolor
(...)

Gębacz trójbarwny
Astatotilapia burtoni
(...)

Gębacz miedziany zwany złocistym
Pseudocrenilabrus philander dispersus
(...)


TILAPIE

Tilapia mozambijska
Tilapia mossambica
(...)

Tilapia brevimanus
(...)




tekst i zdjęcia: dr Hubert Zientek







cały artykuł jest opublikowany w najnowszym wydaniu f&f, nr 06/2009 (125)












Powrót do archiwum

Strona główna





Wydawnictwo Fauna&Flora Adres: 45-061 Opole ul. Katowicka 55. Tel. 77/402-54-32. Tel./fax: 77/402-54-31. e-mail:redakcja@faunaflora.com.pl
Redakcja gazety: zespół. Redaktor naczelny: Marek Orel, te. +48 608 527 988. Redaktor techniczny: Janusz Wach, tel. +48 606 930 559. Korekta: Iwona Stefaniak.