darewit Gielda Nierada Inkubatory do jaj animar terrarystyka Poid?a, karmid?a, inkubatory, siatki
(zwierz?ta, og?oszenia)
Og?oszenia, zwierz?ta,

Grudzień 2008





(77kB)

Felegyhazer

Ta piękna rasa jest znana i hodowana nie tylko w Europie, lecz także na innych kontynentach. Poza swoją ojczyzną najliczniej hodowana jest w Niemczech. W naszej specjalistycznej literaturze rasa ta traktowana była raczej marginalnie i praktycznie nie istnieją żadne wiarygodne materiały źródłowe pozwalające przedstawić prawdziwą historię tych gołębi. Dość często rasa ta opisywana była w niemieckojęzycznych publikacjach. Jednak ze względu na odmienne poglądy hodowców węgierskich i niemieckich, dotyczących standardu tego gołębia, nie będę opierał się na materiałach niemieckich. Uważam bowiem, że tylko kraj pochodzenia ma prawo zmieniać wzorzec i wytyczać kierunek hodowli danej rasy. Dlatego też w tym opracowaniu przedstawię kierunek hodowli wytyczony przez specjalistów węgierskich. Podstawą do takiego potraktowania sprawy jest opinia przysłana mi przez prezesa Klubu pana Janosa Kanalasa, którą przytaczam w skrócie, cyt.:


Mój drogi Przyjacielu!
Przesyłam rycinę węgierskiego standardu z uwzględnieniem studium głowy Kiskunfélegyházi keringő. Ryciny otrzymane od Ciebie przedstawiające sylwetkę i studium głowy są katastrofalne i przedstawiają raczej typowo niemiecką odmianę hodowaną raczej w celach handlowych. To jest okropne, że niemieccy hodowcy nawet z polskimi rasami je krzyżują, i psują rasę dla zaspokojenia własnych gustów. Na szczęście Węgierski Klub Hodowców Kiskunfélegyházi keringő i Europejski Klub jest na tyle silny, żeby zmusić niemieckich hodowców do zmiany postępowania. Choć nie jest to proste i łatwe. Pomaga nam w tym WKHG Kiskunfélegyházi keringő, ale najlepszym rozwiązaniem byłaby parlamentarna ustawa, która objęłaby ochroną prawną naszą ulubioną rasę, uznając ją węgierskim skarbem narodowym.


Dziękuję za zdjęcia
Z poważaniem
Kanalas Janos
(kon. cyt. - tłumaczenie W. Morawski - Darłowo)



Dla jasności sprawy muszę dodać, że do konsultacji wysłałem ryciny z opracowań niemieckich, niestety jak widać z powyższej opinii, Niemcy preferują własny nieco odmienny kierunek hodowli. Wywrotki z Kiskun nie są rasą zbyt łatwą w hodowli, ze względu na tendencje zmierzające do skracania dzioba, pojawiają się pewne problemy z prawidłowym karmieniem potomstwa. Ponadto charakterystyczna struktura upierzenia tj. efektowna muszlowata korona nie zawsze zgodna jest z wymogami wzorca i życzeniami hodowców. Natomiast hodowla odmian dwubarwnych, posiadających dość wyrafinowany rysunek jest jeszcze trudniejsza. Wiadomo, że tego typu barwne znaczenia, nie zawsze dziedziczą się zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Doświadczenia hodowców w krajach ościennych potwierdzają, że gołębie te systematycznie trenowane są dobrymi lotnikami i wykonują wywroty w powietrzu. Gołębie te są bardzo żywotne i posiadają dobry instynkt macierzyński, wytrwale wysiadują jajka i opiekują się młodymi.




tekst i zdjęcia:
Zbigniew Gilarski



cały artykuł jest opublikowany w najnowszym wydaniu f&f, nr 12/2008 (119)









papuga

Papuga kozia





"kura" wśród papug


Papugi należą do ptaków, które odniosły niekwestionowany sukces ewolucyjny zasiedlając rozległe tereny tropikalnej i subtropikalnej części kuli ziemskiej. Większość tych barwnych, pierzastych stworzeń zamieszkuje wyższe piętra lasów żwawo uwijając się wśród gałęzi drzew w poszukiwaniu pokarmu. Od reguły tej są jednak liczne wyjątki.


W ubiegłym miesiącu zaprezentowaliśmy Państwu stokówkę prążkowaną, popularnie zwaną katarzynką, która za środowisko życia obrała skały, dzisiaj zaś chcielibyśmy przedstawić kolejny "nietypowy" gatunek tych ptaków - modrolotkę czerwonoczelną (Cyanoramphus novaezelandiae) przez hodowców powszechnie określaną mianem "papugi koziej" lub niekiedy, "papugi nowozelandzkiej'. Dlaczego nazwaliśmy ją nietypową i skąd ta nazwa? O tym już za chwilę.


Nowa Zelandia - "ptasie" wyspy

Archipelag Nowej Zelandii leży ok. 1600 km na południowy-wschód od wybrzeży Australii. Składa się z dwóch dużych wysp: Północnej i Południowej o łącznej powierzchni zbliżonej do powierzchni Polski oraz szeregu małych wysepek. Łączność ze stałym lądem utraciły one przed ok. 2 milionami lat. Tak długi okres izolacji sprawił, że wykształciła się tam jedyna w swoim rodzaju fauna i flora. Około 3 gatunków roślin porastających archipelag stanowią endemity, z kolei wśród rdzennych zwierząt - poza kilkoma gatunkami nietoperzy - praktycznie nie ma ssaków. Rozwinęło się tam za to mnóstwo ptaków osiągając niespotykane nigdzie indziej formy i przystosowania. Jeszcze niedawno wyspy te przemierzały majestatyczne, dorastające nawet do 4 m wysokości olbrzymie nieloty moa. Obecnie ptasim symbolem wyspy jest inny nielot - kiwi. Wśród tych niezwykłych stworzeń są także papugi. Nową Zelandię zamieszkuje m.in. kakapo (Strigops habroptila) - najcięższa papuga świata (do 3 kg), która również utraciła zdolność do lotu i składa jaja w norach, jak również częściowo mięsożerna kea (Nestor notabilis) będąca dla odmiany znakomitym lotnikiem. Papuga ta nie gardzi padliną (z upodobaniem wysysa m.in. szpik kostny posługując się swym mocnym dziobem), dawniej podejrzewano ją również o ranienie, a nawet zabijanie sprowadzonych na wyspy owiec.
Zarówno kakapo jak i kea, choć oryginalne, nie są spotykane w amatorskich hodowlach. Zamiast nich prawdziwą furorę zrobiła tu za to bohaterka naszej opowieści. Papuga kozia, nie waży co prawda 3 kg ani nie jada mięsa, mimo to i tak należy do oryginałów w swej rodzinie. Równie często jak w koronach drzew przebywa bowiem na ziemi. Mało tego - swymi mocnymi łapami potrafi rozgrzebywać w poszukiwaniu pokarmu podłoże, podobnie jak czynią to kury. Stąd właśnie nasz nieco żartobliwy tytuł.


Dlaczego "kozia"?

papuga Modrolotka czerwonoczelna zamieszkuje obecnie - poza Nową Zelandią-również szereg okolicznych wysp: Stewart, Chatham, Kermadec, Antipodes, Auckland, Macquarie, Norfolk i Nową Kaledonię. Specjaliści wyróżnili osiem podgatunków tych ptaków, z których dwa już całkowicie wyginęły. Jeszcze przed dwoma wiekami modrolotki były w Nowej Zelandii niezwykle liczne i tworzyły wielotysięczne stada. Niestety, ich upodobanie do zjadania owoców stało w sprzeczności z interesami miejscowych plantatorów. Począwszy od połowy XIX w. ptaki te były więc masowo tępione. Obecnie ich populacja jest znacznie mniejsza (jeden z ocalałych sześciu podgatunków - C. n. cooki, zamieszkujący Wyspę Norfolk - również przejściowo wyginął, ale został odtworzony z populacji hodowlanej i reintrodukowany, trzy dalsze uznawane są za zagrożone). Podobny los spotkał zresztą również inne, spokrewnione gatunki z rodzaju Cyanoramphus - jeden z nich - pochodząca z Tahiti C. zealandicus - nawet całkowicie wyginął.
Papugi kozie dorastają do ok. 27-29 cm długości. Odznaczają się jednolicie ciemnozielonym upierzeniem z nieco jaśniejszą, lekko żółtawą piersią i charakterystyczną, czerwoną plamą między oczami oraz takimi samymi plamami rozmieszczonymi symetrycznie po obu stronach pleców u nasady ogona. Skrajne lotki są niebieskawe o fioletowym odcieniu. Całości opisu dopełniają czerwone tęczówki oczu oraz potężne, szare łapy umożliwiające ptakowi sprawną wspinaczkę po drzewach, nawet bez pomocy dzioba. Samce i samice na pozór wyglądają tak samo, ale „panowie” są wyraźnie więksi oraz posiadają proporcjonalnie większe i mocniej zbudowane głowy. Osobniki młodociane można rozpoznać po mniejszej czerwonej plamie na głowie, rudobrązowych oczach i nieco krótszych niż u dorosłych okazów ogonach. W niewoli wyhodowano również kilka form barwnych, m.in. żółtą, cynamonową oraz oliwkową. Potoczna nazwa tych ptaków wzięła się od charakterystycznego głosu który wydają -do złudzenia przypomina on bowiem dźwięki wydawane przez koźlęta i młode kozy.


Klatka czy woliera ?

Papugi kozie po raz pierwszy sprowadzono do Europy już w 1864 roku. Począwszy od połowy XX w. stały się bardzo popularne. Stanowią wdzięczny i niekłopotliwy obiekt hodowli. Można pielęgnować je zarówno w klatkach, jak i większych wolierach wewnętrznych, zaś w ciepłej porze roku (maj- wrzesień) również w wolierach ogrodowych. Dla pary ptaków trzeba przeznaczyć klatkę o wymiarach min. 100x50x50 cm. Ze względu na ich zwyczaje (grzebanie) wskazane jest, aby klatka opatrzona była wysoką kuwetą, zapobiegającą rozrzucaniu dookoła ściółki. W wolierach „kozy” śmiało można łączyć z innymi małymi i średniej wielkości papugami, a nawet z łuszczakami. Sporadycznie zdarzają się osobniki nieco bardziej agresywne mogące niepokoić niektórych współmieszkańców, ale należą one do rzadkości. Ponieważ ptaki większość czasu spędzają na dnie klatki lub woliery ilość żerdek i gałęzi w środku można ograniczyć. Bardzo należy natomiast dbać o czystość podłoża i regularnie sprzątać klatkę. Do jej wysypywania dobrze nadaje się piasek lub żwirek.


Pokarm
(...)


Zachowanie w niewoli
(...)


Rozmnażanie
(...)




tekst:
dr wet. Joanna Zarzyńska
Wydział Medycyny Weterynaryjnej SGGW
dr Paweł Zarzyński
zdjęcia: arch. redakcji








akwarium

Zakładamy akwarium, cz.3

Ryby dla początkujących


Sklepy akwarystyczne oferują obecnie setki gatunków ryb. Zanim jednak zdecydujemy się na zakup któregokolwiek z nich należy zdobyć wiadomości na ich temat. Większość spotykanych w handlu gatunków nie nadaje się dla początkujących. Część z nich osiąga zbyt duże rozmiary, aby mogła być hodowana w standardowo spotykanych zbiornikach, inne są agresywne i wymagają oddzielnego akwarium, jeszcze inne wreszcie wymagają na tyle specyficznych warunków, że ich utrzymanie przekraczałoby umiejętności i możliwości nowicjusza. Dla osób rozpoczynających swą przygodę z akwarystyką najlepszym wyborem będą ryby żyworodne, takie jak gupiki, mieczyki, zmienniaki (zwane popularnie platkami) i molinezje oraz łatwe w pielęgnacji ryby jajorodne, np. kardynałek chiński, danio pręgowany, razbora klinowa, brzanka Titteya, miedzik obrzeżony, kiryski czy zbrojnik niebieski czyli tzw. „glonojad”. Wszystkie ww. gatunki należą do ryb łagodnych i towarzyskich - należy pielęgnować je w stadach złożonych z co najmniej kilku osobników każdego gatunku (wyjątkiem jest zbrojnik niebieski, który najlepiej czuje się w parach, a nawet pojedynczo). Mają przy tym podobne wymagania i mogą być trzymane razem w jednym zbiorniku. Należy zapewnić im temperaturę wody w granicach 22-27°C. O pozostałe parametry nie musimy się martwić ponieważ zwykle odpowiadają im te posiadane przez wodę kranową. Należy pamiętać, aby nie ulegać pokusie i nie wpuszczać do akwarium zbyt wielu ryb. W 100-litrowym zbiorniku powinno mieszkać nie więcej niż 25-30 małych (do 5 cm długości, np. gupiki, danio, kardynałki) lub kilkunastu średnich (do 10 cm długości, np. molinezje, mieczyki).
akwarium Początkującym akwarystom należy odradzać zakup często polecanych dla nich przez sprzedawców złotych rybek (brudzą wodę, uszkadzają rośliny, niszczą wystrój akwarium i są, wbrew obiegowym opiniom, stosunkowo delikatne i podatne na choroby), skalarów (ryby te dorastają do dużych rozmiarów i wymagają co najmniej 200-litrowego zbiornika, mogą również zjadać małe rybki takie jak np. gupiki), neonów (są wprawdzie efektowne, ale dosyć delikatne i początkujący akwaryści mogą mieć sporo problemów z zapewnieniem im odpowiednich warunków) oraz bojowników (mają specyficzne wymagania i nie bardzo nadają się na towarzyszy dla innych rybek). Ponieważ zakup kolejnych ryb wiąże się zawsze z możliwością zawleczenia do akwarium groźnych chorób najlepszym wyjściem jest jednoczesne wprowadzenie do zbiornika od razu całej planowanej jego obsady.
Po przyniesieniu do domu ryb nie należy od razu wpuszczać do akwarium. Najpierw należy doprowadzić do wyrównania się parametrów wody w woreczku transportowym oraz w zbiorniku. W tym celu otwieramy woreczek i podwijamy jego brzegi po czym ostrożnie zanurzamy w akwarium tak, aby swobodnie pływał. Po ok. 15 minutach do woreczka dolewamy nieco wody z akwarium. Po kolejnych 10-15 minutach zabieg ten powtarzamy. Dziesięć minut później wyjmujemy woreczek z akwarium, przelewamy jego zawartość przez siatkę i same ryby, bez wody ostrożnie wpuszczamy do akwarium. Przez kilka pierwszych dni mogą być one zestresowane i kryć się między roślinami i elementami dekoracyjnymi. Wkrótce jednak nabiorą śmiałości i zaczną swobodnie pływać w poszukiwaniu pożywienia.



Opieka nad akwarium
(...)


tekst i zdjęcia:
dr wet. Joanna Zarzyńska
Wydział Medycyny Weterynaryjnej SGGW
dr inż. Paweł Zarzyński









(135kB)

Kielichowce

Purpurowe kwiaty utrzymujące się na krzewie przez całe lato, przyjemny zapach dojrzałych truskawek rozchodzący się po całym ogrodzie, a jesienią złociste liście. Mowa o kielichowcu (Calycanthus) - krzewie, który może być niezwykłą ozdobą ogrodu.


Kielichowca można zaliczyć do grupy prymitywnych gatunków - krewniaków magnolii. Jego obupłciowe kwiaty przypominają małe kwiaty magnolii i podobnie jak u niej są zapylane przez chrząszcze. Łacińska nazwa kielichowca (Calycanthus) pochodzi od greckich słów kalyx (kielich) i anthos (kwiat). Kielich (najbardziej zewnętrzna część kwiatu) i płatki korony są tego samego koloru. Brązowo-czerwone lub purpurowe kwiaty rosną pojedynczo na końcach młodych gałązek. Kwiaty nie tylko cieszą swym widokiem, ale również przyjemnie pachną (szczególnie u kielichowca wonnego). Zapach jest podobny do dojrzałych truskawek, stąd Amerykańska nazwa „krzew truskawkowy”. Według niektórych zapach przypomina bardziej dojrzałe jabłka, banany, ananasy czy wino. Pachną nie tylko kwiaty, ale również kora, korzenie i liście, szczególnie po zgnieceniu. Zapach kwiatów i jego intensywność mogą się różnić w zależności od odmiany czy osobnika. Może to jest przyczyną tak różnych opisów aromatu kielichowca. Nasiona kielichowca są trujące, zawierają alkaloidy przypominające w działaniu strychninę. Warto o tym pamiętać sadząc roślinę w ogrodzie.


Kielichowiec wonny
(Calycanthus floridus)

Ojczyzną kielichowca wonnego są płd.-wsch. rejony Stanów Zjednoczonych, od Wirginii do Florydy. Dorasta on przeciętnie do 1,5-2,5 metra wysokości i 2 metrów szerokości. Ma błyszczące, ciemnozielone liście długości od 5 do 16 cm. Od czerwca do lipca roślina jest obsypana brunatno-czerwonymi kwiatami o średnicy do 4-5 cm. Często pierwsze kwiaty pojawiają się już w maju a pojedyncze utrzymują się niekiedy aż do września. Kielichowiec wonny rośnie w strefach klimatycznych 5-9. Wytrzymuje spadek temp. do -26°C, ale zwłaszcza w najzimniejszych rejonach Polski warto zabezpieczyć młode krzewy przed mrozem (okrywając nasadę krzewu).
Roślina ta stanowi nie tylko ozdobę, w swojej ojczyźnie miała wiele praktycznych zastosowań. Jej kora była używana jako substytut cynamonu. Indianie Czirokezi robili napar z kory pomagający przy pokrzywce lub używali go jako kropli do oczu dla ludzi, którzy tracili wzrok. Korzeń stanowił silny środek wymiotny oraz lekarstwo na problemy z drogami moczowymi. Aromat z kwiatów służył jako perfumy. Nasionami natomiast zatruwali wilki.
Warto wspomnieć o kielichowcu plennym który kiedyś był wymieniany jako osobny gatunek (C. fertilis) a dziś jest uznawany raczej za odmianę kielichowca wonnego (C. floridus var. glaucus). Kielichowiec plenny i wonny są do siebie podobne, jednak liście kielichowca wonnego są gęsto owłosione od spodu, a gałązki pokryte miękkimi włoskami utrzymującymi się przez zimę. Jest on również bardziej aromatyczny. Niekiedy można spotkać hodowlaną odmianę kielichowca wonnego o żółtych kwiatach (C. floridus 'Athens').


Kielichowiec zachodni
(...)

Uprawa
(...)




Tekst i zdjęcia:
Paweł Garski
www.drosera.pl

cały artykuł jest opublikowany w najnowszym wydaniu f&f, nr 12/2008 (119)





Powrót do archiwum

Strona główna





Wydawnictwo Fauna&Flora Adres: 45-061 Opole ul. Katowicka 55. Tel. 077/402-54-32. Tel./fax: 077/402-54-31. e-mail:redakcja@faunaflora.com.pl
Redakcja gazety: zespół. Redaktor naczelny: Marek Orel, mobil 0608 527 988. Redaktor techniczny: Janusz Wach, mobil 0606 930 559. Korekta: Iwona Stefaniak.